Jak nie zbudować sobie wioski?

jak+nie+zbudowac+sobie+wioski.jpg

Do wychowania dziecka potrzeba wioski? Świetnie. Tyle że w przeciętnym mieszkaniu młodej mamy zwykle wioska nie mieszka. A zbudować ją - czyli wyjść i ją znaleźć lub zaprosić do siebie - wcale nie jest łatwo. Dużo łatwiej jej... nie zbudować.

Nie jest łatwo wyjść z domu w poszukiwaniu swojej wioski - i nie tylko o trudności natury praktycznej tu chodzi (choć nie są bez znaczenia - pisałyśmy o nich tutaj). W domu nasze nieprzewidywalne dziecko stało się dla nas nieco bardziej do ogarnięcia. Na zewnątrz lub przy odwiedzających nas ludziach znów stajemy oko w oko z żywiołem. W końcu dla Bobasa odwiedziny to nagła zmiana całego wszechświata, który zna i z którym już się oswoił. Zasadniczo nie należy zakładać, że spotka się to z entuzjastyczną reakcją.
W takich sytuacjach wychodzą też na jaw (również przed nami samymi) wszystkie niecodzienne przyzwyczajenia naszego dziecka. Że zasypia tylko na nas, albo tylko ze smoczkiem na lewym boku głaskany po prawej pięcie. Że ma zwyczaj zjadania z piersi co trzy minuty po dwa łyki. Że je tylko w ciemnościach albo tylko na różowym fotelu. Że wybudza się po 20 minutach i by zasnął ponownie, trzeba go kołysać skacząc na jednej nodze. Że lubi jak się go nosi i poświęca mu pełną uwagę, a niespecjalnie toleruje, gdy ta uwaga idzie w innym kierunku. Jest też spore prawdopodobieństwo, że światło dzienne ujrzy niejedna straszna prawda. Czasem Mikrus płacze, a my nie wiemy dlaczego. Jest mu źle, a my nie potrafimy go ukoić. Krzyczy na cały regulator, a my jesteśmy bezradne. I ewidentnie czasem mamy tego wszystkiego dość.

I tu przechodzimy do części drugiej. Nie jest łatwo publicznie sobie (nie)radzić - z własnym dzieckiem i własnym macierzyństwem. Przyznać, że do tytułu Matki Roku trochę nam jeszcze brakuje. Że z kilkoma rzeczami mamy kłopot, a w kilku innych przydałaby się nam pomoc. Wszyscy inni mają lub mieli dzieci, które nigdy nie płaczą, spokojnie i radośnie zajmują się samodzielną zabawą, a następnie, gdy są zmęczone, równie spokojnie, radośnie i samodzielnie zasypiają. Nigdy nie mają problemów z zachowaniem, spaniem ani jedzeniem. Nie płaczą i nie marudzą. I tak od urodzenia. A nam dziwnym zrządzeniem losu trafiło się inne dziecko.Trochę głupio. Ktoś mógłby to zauważyć i co gorsza stwierdzić, że to nasza wina - po prostu jesteśmy kiepskimi matkami. A krytyka innych ludzi w temacie bycia mamą potrafi naprawdę dotkliwie zaboleć.

Łatwiej więc zostać w zaciszu swojego domu i dając jasny sygnał że fantastycznie radzimy sobie same. Tak jakby radzenie sobie SAMEMU było jakąś wartością, a radzenie sobie z pomocą innych - porażką.

Nie jest łatwo zbudować sobie wioskę- to prawda. Gdyby jednak przez chwilę pomarzyć o świecie nieco bardziej idealnym? W którym mówimy szczerze jak jest, słuchamy i zostajemy wysłuchane? W którym różnienie się między sobą powoduje zaciekawienie. W którym dzielenie się trudnościami zachęca do pomocy a nie dawania rad czy surowej oceny. W którym potrzebę wsparcia w macierzyństwie traktujemy jako oczywistą, a odpowiadanie na nią jako naturalne? Co by było gdybyśmy my wszystkie zachowywały się tak, jak gdyby świat rzeczywiście tak działał?

By nie zbudować sobie wioski, wystarczy żyć w takim świecie, jaki nas otacza. By ją zbudować, trzeba udawać, że żyjemy w takim, o jakim marzymy.