Jak uśpić niemowlę?

jak uspic dziecko.jpg

W internecie wiele jest poradników na temat snu dzieci. Są świetne... w teorii. Próbując wydobyć z nich jakiś uniwersalny sens, można dostać niezłego zawrotu głowy. Specjalnie dla Was dzielnie podjęłyśmy jednak taką próbę!

Od pierwszych dni staraj się wprowadzić rytuały związane ze snem. Spowijanie to niezawodny sposób na uśpienie noworodka. Pozwalaj dziecku zasnąć samodzielnie już od samego początku. Odłóż dziecko do łóżeczka, gdy tylko zobaczysz pierwsze oznaki zmęczenia. Jeśli dziecko ziewa, to znaczy, że jest już za późno! Odkładaj do łóżeczka dziecko senne, ale nie śpiące. Pilnuj czasów czuwania odpowiednich dla danego wieku. Nie dopuść do przemęczenia dziecka. Ale nie pomagaj mu zasnąć, ma to zrobić samo!

Nie, nie rób tak. Noworodki nie są w stanie usnąć bez pomocy. Spanie przy piersi matki to stan naturalny i nie należy się przed nim wzbraniać. Delikatnie kołysz maleństwo do snu. Staraj się utrzymać częstotliwość kołysania zbliżoną do odbijania się piłeczki pingpongowej. Pomogą też ciche dźwięki "szszszsz". Możesz skorzystać z aplikacji na telefon emitującej dźwięk suszarki, to uspokoi maleństwo. Zaciemnij dziecku pokój na noc i na wszystkie drzemki. Wszystko to sprawi, że dziecko poczuje się bezpiecznie, bo przypomni mu się jego pobyt w brzuchu u mamy.
To zły pomysł! Dziecko potrzebuje światła dziennego, by wytworzył się jego rytm biologiczny. W przeciwnym razie zacznie mylić dzień z nocą! I żadnych komórek w sypialni - niebieskie światło opóźnia wydzielanie melatoniny! Wszystkie urządzenia, które je emitują powinnaś wyłączyć minimum godzinę przed usypianiem dziecka.

Wkładasz więc bobasa do łóżeczka pilnując skrupulatnie wyznaczonych minut. Na samodzielne zaśnięcie się nie zanosi, ale cierpliwie czekasz. Obserwujesz. Nic. Maluch najpierw zaskoczony, potem znudzony. Jednak ani myśli choćby zmrużyć oko. Wręcz przeciwnie - gdy tyko zobaczy Twój zmęczony wzrok, uśmiecha się do Ciebie pełną gębą, pragnąc zapewne Cię pocieszyć, rozweselić i sympatycznie zaprosić do zabawy. Wreszcie zirytowany brakiem reakcji, jakiej oczekuje, zaczyna głośno wyrażać swoją dezaprobatę. Naprawdę głośno. I jeszcze trochę głośniej. Oj, teraz już bardzo, bardzo głośno.

Hm, spróbujmy mu troszkę pomóc zasnąć. Zaczynasz od lekkiego lulania. I nic. Bujasz trochę intensywniej. Bobas ani myśli zasnąć. Dokładasz kolejne patenty, o których przeczytałaś w mądrych poradnikach. Ani się obejrzałaś, i skaczesz jak piłeczka, próbując dociec jaki rytm skoków będzie najwłaściwszy. Dodajesz do tego emitowany przez twój własny aparat głosowy uspokajający (przynajmniej tak lubisz o nim myśleć) dźwięk "szuszu". Patrzysz na zegarek i w myślach przeliczasz czas czuwania od ostatniej drzemki. Ten właściwy dawno już minął! Starasz się za wszelką cenę przywrócić utracony stan zen, który jak zgodnie twierdzą wszystkie poradniki, jest niezbędnym elementem do skutecznego uśpienia dziecka. Gdyby chociaż móc przestać tak idiotycznie "szuszać"! Łamiesz się i włączasz aplikację na telefonie gimnastykując się, by robić to poza zasięgiem wzroku malucha. Hm... Minęło już co prawda trochę czasu od kiedy byłaś w brzuchu u mamy, ale nie możesz oprzeć się wrażeniu, że dźwięki, które tam słyszałaś, nieco różniły się od buczenia, które wydaje twój telefon. Zrezygnowana odkładasz bobasa do łóżeczka - może jednak rzeczywiście należy pozwolić mu zasnąć samemu? Tyle że bobas zamiast zasypiać drze się wniebogłosy, i to z każdą sekundą coraz głośniej. Zrezygnowana chwytasz się wszystkiego co znasz, także tych sposobów, których masz serdecznie dość, bo są niewygodne, uciążliwe, lub po prostu za wiele razy czułaś się zmuszona, by ich użyć. Jeśli masz trochę szczęścia, dziecko zasypia. Ufffff. Aż do następnego razu.

Wykorzystując te kilka (a wcale niestety nie kilkaset) minut, które Twoje dziecko zamierza spać, zadajesz sobie po raz setny pytanie. Jak tu zachować pełen spokój, jeśli widzisz, że oczka niemowlaka pozostają otwarte, a twoje ręce odczuwają nie pierwsze już oznaki zmęczenia? Snu brakuje Ci już od dłuższego czasu i coraz trudniej z wyrozumiłlościa znosić "czasowe pogorszenie snu związane ze skokiem rozwojowym". Rozumiesz, że maluch się niepokoi, ale Ty też jesteś bliska rozpaczy. Jak uznać głośny żałosny płacz za drobną niedogodność, niezbędny element wspaniałej drogi ku samodzielnemu zaśnięciu? Jak pogodzić wewnętrzny spokój z zaleceniem, by za wszelką cenę nie dopuścić do przemęczenia dziecka? Jak spełnić mądrą radę, by nie przyzwyczaić dziecka do zasypiania przy ssaniu, podczas gdy twoje dziecko od tak zwanych najmłodszych chwil zamyka oczy, gdy tylko jego usta dotkną piersi? Najchętniej zasypiałoby na rękach i to zdecydowanie nie w pozycjach zalecanych przez fizjoterapeutów dziecięcych. I pozostało tak przez wieczność. A ty może i lubisz czasem tak się poprzytulać, ale czasem wcale nie masz ochoty. Albo siły. Albo jednak potrzebny jest Ci czas na coś innego. Albo po prostu to, co kiedyś sprawiało, że dziecko śpi, niestety działać przestało.

Jak w wielu sytuacjach także i w tej zgadza się jedno: teorie teoriami, założenia założeniami, zasady zasadami. A dziecko chodzi swoimi drogami, które czasem idą równolegle z tymi, które dla niego przewidujesz, a czasem mają kierunek wręcz przeciwny. I gdy przychodzi co do czego, poradniki opisują uniwersalne zasady rządzące nie Twoim dzieckiem, a także nie Twoje potrzeby i nie Twoje dylematy. A Ty na polu walki z żywiołem pozostajesz bezradna. Ciesząc się z każdego zwycięstwa i wierząc, że porażki miną szybciej, niż się wydaje, masz jednak szansę przetrwać. I być może nawet znaleźć swój sposób na spanie Twojego malucha? Czego wszystkim nam niewyspanym mamom z całego serca życzymy!