Macierzyństwo polega na mieszczeniu

macierzynstwo+to+mieszczenie.jpg

Można powiedzieć, że macierzyństwo polega na mieszczeniu. Na znajdowaniu w sobie miejsca na to, co rozpycha się i rozprzestrzenia. I niespecjalnie zmieścić się chce.

Na samym początku wystarczy malutki i całkiem przytulny kawałek miejsca. Wygodne siedzenie, które pomieścić ma Wyobrażenie - o tym, że w naszym życiu pojawi się dziecko. Na pluszowych poduszkach rozkładają się myśli i marzenia. O tym, jakimi będziemy matkami. O tym, jakie będą nasze dzieci. W promieniach słońca grzeją się same tęczowe obrazki radosnych i oczekiwanych chwil.

Z czasem miejsca - także tego fizycznego - potrzeba trochę więcej. Mały człowiek staje się całkiem realną istotą, która rośnie i rozwija się wewnątrz nas. Coraz bardziej się rozpycha, bezpardonowo przesuwając tkanki tego, co kiedyś należało tylko do nas. Aż wreszcie rozciągając i rozdzierając nasze ustalone zdawało się granice, wydostaje się na zewnątrz.

Jeśli jednak ktoś sądził, że od tego czasu miejsce po nim się zwalnia, bardzo się myli. To nie koniec nie-wrogiej, ale jednak ekspansji. Fizyczna współobecność raczej nie jest problemem. W końcu dodatkowe ćwierć metra kwadratowego człowieka i kilka szpargałów zmieścić się powinna nawet na niewielkiej przestrzeni. Najwięcej do zmieszczenie mamy wewnętrznie. I to mimo, że sądziłyśmy, że ten etap już się spektakularnie i z sukcesem zakończył.

W naszych wnętrza pomieścić mamy wszystkie wielkie, kanciaste i nieforemne przeżycia naszego maleństwa. Jego ból. Jego rozpacz. Jego złość. Jego przerażenie. Jego całkowitą zależność. Jego żądanie, by dostać natychmiast to, czego potrzebuje. Jego zagubienie, frustrację i bezradność. Wydaje się, że nie istnieje naczynie, które pomieściłoby to wszystko, a jednak my próbujemy nim się stać. Czasem się przy tym ranimy. Płacz naszego maleństwa potrafi być jak wystający kolec, kłujący nas mocno, uporczywie i boleśnie.

A przecież mamy też nasze własne uczucia. Naszą bezradność, bezsilność, frustrację i wściekłość. Lęk, martwienie się i wątpliwości. Miłość, poświęcenie, zachwyt, troskę, współczucie. A także zmęczenie i znudzenie, poczucie winy.

Gdzie to wszystko pomieścić? Jak ułożyć obok siebie, gdy każde z uczuć przepycha się łokciami, by zająć najwięcej przestrzeni tylko dla siebie? Jak znaleźć każdemu z nich właściwe, należne mu przecież miejsce? Jak to zrobić, gdy jesteśmy niewyspane, zmęczone, przeciążone wszystkim, co dzieje się wokół. Pytań tak wiele. A miejsca tylko na krótką odpowiedź: "Nie wiemy. Rozumiemy."