Dziennik Magdy - noce i wolność

noce i wolność.jpg

Magda jest mamą już od ponad dwóch lat. Na mamywsparcie.pl publikujemy fragmenty zapisków, które prowadziła w pierwszych miesiącach po porodzie. Dziś opowiada o tym, co jako młoda mama przeżywała nocami oraz co stało się z jej poczuciem wolności...

Noce

To jest szokujące, że po porodzie po prostu przestaje się normalnie spać. Nie ma możliwości spać choćby 6 godzin bez przerwy. Na początku było to po prostu męczące, ale najgorszy moment przyszedł po paru dniach, gdy okazało się, że to nie jakaś chwilowa niedogodność, ale rzeczywistość prawdopodobnie na jakis rok! To było dla mnie bardzo dołujące. Muszę też zaznaczyć, że Staś nie był wcale jakiś szczególnie wymagający jak na noworodka. Od początku spał ciągiem po 3 godziny, a z czasem te okresy się wydłuzały. Mimo to, dla mojego zmęczonego ciała, to było naprawdę bardzo trudne.
Pozytywne jest to, że o dziwo przyzwyczaiłam się do tego i nauczyłam się z tym sobie radzić. Chodzę wcześniej spać, odsypiam w dzień. Teraz jest to nadal uciążliwe, ale nie wywołuje zazwyczaj silniejszych emocji. Zdarza się też tak, że jestem bardzo wdzięczna za noc, w której Staś miał dłuższe przerwy w jedzeniu (np. 5 godzin) lub za godzinę snu rano bez niego obok. Kiedy Marcin się nim zajmuje rano, ja mogę wreszcie pospać spokojnie, bez ciąglego czuwania i czujności.

Wolność

Po powrocie ze szpitala zaczęło mocno uwierać mi poczucie uwiązania. Nie mogłam nigdzie pójść bez myślenia o tym, kiedy ostatnio karmiłam i kiedy będę karmić. Luksusem stało się półtoragodzinne wyjście do kawiarni niedaleko. Tęskniłam za niezależnością. Szukałam chwil, by być bez Stasia, choćby w pokoju obok za zamkniętymi drzwiami, gdy Marcin się nim zajmował. Któregoś razu pojechałam w półotoragodzinnej przerwie do centrum handlowego. Byłam zszokowana, że życie toczy się dalej, że te miejsca , które niedawno odwiedzałam sama, istnieja nadal. Ja jestem już przecież zupełnie inna! To było zupełnie nierealne.
Po powrocie z takich przerw od Stasia czułam się lepiej, miałam więcej cierpliwości dla niego, odchodziła część dołujących myśli. To było trochę jak przepustka z więzienia. Te metafory więzienne nie są przypadkowe, naprawdę tak się wtedy czułam.
Z czasem zmieniły/zmieniają się 2 rzeczy:
- czuję się pewniej ze Stasiem i próbuję razem z nim, małymi krokami zdobywać świat zewnętrzny (np. dalszy spacer, pójście do kawiarni, restauracji itp). W dodatku jestem przekonana, że tak będzie coraz częściej.
- "symbioza" ze Stasiem zaczęła być też - a może przede wszystkim - przyjemna, magiczna, niepowtarzalna, krótkotrwała. Czasem myślę o tym, że wkróce bezpowrotnie ją stracę, więc chcę korzystać z niej teraz.