BĘDZIE PANI WIEDZIAŁA… czyli o słowach, których najbardziej potrzebowałam

mama wie

Początek macierzyństwa był dla mnie ogromnie silnym przeżyciem, najprościej można powiedzieć... SZOK. 

Mnóstwo moich wyobrażeń sprzed narodzin córeczki okazało się zupełnie nie przystawać do rzeczywistości - karmienie piersią okazuje się dość złożoną i skomplikowaną sprawą, dziecko budzi się zaraz po odłożeniu, więc śpi tylko na rękach, połóg jakoś trwa i trwa, zmęczenie i wyczerpanie tak ogromne, że wyjście z dzieckiem na spacer jest ogromnym wyzwaniem, bo już przy ubieraniu trzęsę się cała w środku ze zmęczenia. Nic nie jest przewidywalne. NIC… Nigdy nie wiem, kiedy będę mogła zasnąć, a przecież tak bardzo potrzebuję wypocząć, dojść do siebie. Rady w stylu: „Śpij, kiedy dziecko śpi” są niemożliwe do zastosowania, bo dziecko śpi słabo. Do tego dni, kiedy jesteśmy tylko we dwie przerażają, zanim się zaczną.

Pierwsze miesiące to trudny czas. Przed narodzinami córeczki zdawałam się jakoś tego nie słyszeć i nie wiem, czy nikt nie uprzedzał, czy ja nie słyszałam…

Jednym słowem – wiele problemów i dwa razy tyle rad z różnych stron:

- Położne w szpitalu: każda mówi co innego, w zależności od zmiany;

- Pediatra na obchodzie: „Proszę dokarmić!”, następnego dnia; „Proszę nie paść dziecka!”;

- Mama: „ Jeśli odkładana płacze, to na pewno się nie najada!”.

… i wiele wiele innych…

Wtedy albo chwytałam się tych rad, albo się na nie złościłam. Ogromnie potrzebowałam wsparcia, a nie odnajdywałam ich w tych słowach. Nie potrafiłam w tym trudnym momencie i dużym stresie powiedzieć, czego potrzebuję, co by mi pomogło, co bym chciała usłyszeć.

Dziś, z perspektywy czasu, JUŻ wiem co było dla mnie najcenniejsze.

Podczas jednej z rozmów z doradczynią laktacyjną podzieliłam się obawami, że nie wiem, czy będę potrafiła rozpoznać, kiedy moje dziecko już jest najedzone. I ona wtedy powiedziała: BĘDZIE PANI TO WIEDZIAŁA… BĘDZIE PANI WIEDZIAŁA… POZNAJE PANI DOPIERO SWOJĄ CÓRECZKĘ… JUŻ NIEDŁUGO BĘDZIE PANI WIEDZIAŁA.

Te słowa spowodowały, że poczułam, że NICZEGO MI NIE BRAKUJE do tego, żeby być dobrą mamą i poradzić sobie z opieką nad moją córeczką. Po raz pierwszy dotarło do mnie, że to dosyć naturalny etap macierzyństwa – etap pomieszania, chaosu, lęku, podekscytowania, zmęczenia, smutku, radości, wzruszenia, nieporadności i niewiedzy.

I dzięki tym usłyszanym słowom poczułam nadzieję, że ten etap nie będzie trwać wiecznie.

I stanie się to dzięki MNIE i dzięki NIEJ…