Ciąża, macierzyństwo i relacja z partnerem

ciaza macierzynstwo i relacja z partnerem.jpg

Nie tylko kobieta stopniowo zmienia się, przystosowując do nowej sytuacji: pojawienia się na świecie nowego człowieka - jej dziecka. Zmienia się także przyszły tata i relacja między partnerami. Ta sytuacja rodzi wiele pytań i obaw: Jakim rodzicem i partnerem będzie przyszły ojciec? Czy będzie zaangażowany i odpowiedzialny? Czy będzie uczestniczył w przygotowaniach i opiece nad dzieckiem? Jaki będzie jego stosunek do partnerki? Czy będzie akceptował jej zmienione ciało? Jak będzie wyglądał seks? Swoimi przemyśleniami na ten temat dzieli się jedna z przyszłych mam. Dziękujemy za szczerość i zaufanie!

 

Im bliżej porodu, tym mój mąż jest bardziej zaangażowany w swoje pierwsze ojcowskie sprawy – wybór wózka, fotelika, zasady urlopowe itp. Mam wrażenie, że oboje będziemy zdroworozsądkowymi rodzicami, choć ja pewnie – bardziej rozemocjonowana. I to jest OK – tata ma tonować.

W przypływach czułości wyznaje sympatię dziecku i „puka” do brzuszka. Wzrusza się i cieszy, gdy ona odpowiada. Potem z ekscytacją opowiada innym: "Wczoraj dotknąłem się z córką!". Trochę mnie to peszy i nie dowierzam, ale głównie mnie to rozczula i uspokaja. Jest też wobec niej szczery i ponieważ oboje zostajemy rodzicami po raz pierwszy, boi się jak to będzie. Czasem jest tej rewolucji niechętny, więc prosi ją, by została w brzuchu jak najdłużej. Czasami, gdyby nie fizyczny ciężar ciąży, też mogłabym się do jego prośby dołączyć. On nie ma stałej, fizjologicznej relacji z córką, nie jara się każdym ruchem (czasem mi przykro z tego powodu), a nawet czkawką, (która mnie nieustannie śmieszy), ale ma jedną „przewagę” – może posłuchać bicia jej serca.

Jeśli chodzi o stosunek do mnie, to jest dobry i cierpliwy, ale nie skacze nade mną, nie martwi się, nie wyręcza w tym, w czym nie musi. Kiedy widzi, że biorę się za zamiatanie czasem nie reaguje, czasem mówi, bym to zostawiła, a kiedy ma czas, po prostu podchodzi, zabiera mi szczotkę i sam zamiata. 

Czasami, gdy w łóżku kiepsko nam idzie, (głównie dlatego, że mięśnie Kegla mam mniej napięte, a pochwę rozpulchnioną jak podczas okresu), mnie chce się płakać, że oto tracę swój erotyzm i zdolności seksualne. Wówczas on zachowuje spokój, pogodę ducha i tłumaczy, że moje ciało przygotowuje się do porodu. Boję się, że po porodzie nie wrócę do pełnej sprawności. On chyba czasem też, ale taktownie o tym nie mówi lub mówi, że sobie poradzimy. Tu odkrywam, że oprócz pracy, źródłem mojego poczucia wartości jest seks, a teraz ani nie jestem gibka, ani wytrzymała, ani ciasna, czego obojgu nam brakuje. A mimo to on kocha mnie i moje ciało. Trudno mi w to czasem uwierzyć.

 ***

Wiele z tych pytań pozostaje aktualnych jeszcze długi czas po porodzie. Jak mogłoby być zresztą inaczej? W końcu dzieje się nie byle co: do pary dołącza nowy Człowiek. Nawet jeśli jest najbardziej wyczekany i ukochany – kompletnie przebudowuje jej dotychczasowe życie. Nowa sytuacja może pozwolić partnerom zbliżyć się i pokochać na jeszcze inny, nowy sposób. Nierzadko po drodze zdarzają się jednak kryzysy. Naszym zdaniem warto, by partnerzy pamiętali wtedy o kilku rzeczach. Po pierwsze to, że kryzysy w tym czasie się zdarzają, jest naturalne. Czasem potrzeba wielu rozmów, negocjacji i kłótni, żeby dojść do porozumienia.  Natomiast jeśli kryzys się przedłuża, warto pomyśleć o wsparciu. Jedną z możliwości (którą polecamy ) jest terapia par.