"Mama/Babcia i Córka – czyli o relacji młodej matki z jej własną mamą"

matka i corka

Urodziłam moją córeczkę w 2015 roku. W czasie ciąży hormony dały mi nieźle popalić, a po porodzie (cesarskie cięcie) okres połogu był najgorszym w moim życiu. Karmienie nie było tak intuicyjne jak "wszyscy" mówili, ból fizyczny i psychiczny, a do tego ogromnie wyrzuty sumienia związane z tym, że nie czuję powołania do bycia matką. Gdzie ten instynkt? Gdzie ta bezwarunkowa miłość macierzyńska, która na nas miała spłynąć? Prawdę mówiąc nie czułam nic, a jednocześnie czułam się winna, że nic nie czuje. Moje dni spędzałam na obsługiwaniu córeczki, kajaniu się, że nie czuję wielkiej matczynej miłości i płakaniu. Poza tym niewiele pamiętam.

Niewiele, a jednak zdarzyło się coś, co całkowicie mnie dobiło. Moja własna mama. Zawsze wydawało mi się, że mamy dobry kontakt, nadajemy na tych samych falach i jesteśmy "przyjaciółkami". Przed porodem moja mama snuła opowieści o tym, że będzie nam pomagać, że szanuje każdą decyzję, którą ja podejmę i będzie zawsze przy nas. Tak jak my będziemy chcieli. Mamy jej tylko mówić jak chcemy. 

Po porodzie rodzice zjawiali się  u nas w domu niespodziewanie, nigdy nie wiedzieliśmy kiedy nas odwiedzą. Wpadali niezapowiedzianie robiąc duże zamieszanie i zawsze zadając to samo pytanie: "może zabierzemy wnuczkę?" (na spacer, na zakupy, gdziekolwiek). Sama uczyłam się jeszcze nowej roli i mojej relacji z córeczką i nie chciałam, by wychodziła z dziadkami ani tym bardziej nie czułam się jeszcze gotowa, by ją z kimś zostawiać poza jej własnym tatą. 

Tymczasem moja mama obraziła się. Uznała, że nic mi nie pasuje, że bardzo się zmieniłam i nie da się ze mną rozmawiać odkąd zaszłam w ciążę. W dodatku ciągle ją krytykuje, np. mówiąc że pampersy, które przyniosła dla wnuczki są jeszcze za duże. A wszystko to wina mojego męża, pod którego jestem wpływem i nie mam swojego własnego zdania. Na żaden temat. Nawet zainteresowań nie mam żadnych. 

Zatrzęsło mną. Jak to? Mam 30 lat i nagle moja własna matka mówi mi takie rzeczy? Czemu nie wcześniej, tylko teraz, gdy sama nie umiem się odnaleźć, gdy jestem zmęczona i zagubiona? I czemu w ogóle mi to mówi? 

Nie rozumiem, co się stało do dziś. Próbowałam ją za wszystko przeprosić. Zupełnie nie wiem dlaczego, tak jakbym przepraszała za to, że teraz sama jestem matką i mam własne zdanie. 

Od tego zdarzenia minęły 2 lata. Często, gdy do niej dzwonię, nie odbiera telefonu. Czasem, gdy pytałam, czy nas odwiedzi twierdziła, że nie może, bo czeka na kuriera lub ma inne plany. W międzyczasie moja mama powiedziała mi, że postanowiła się ode mnie odsunąć, żebym się nie denerwowała (?). A ja przestałam ją prosić o pomoc, bo nie chcę znów czuć się winna. 

Jestem bardzo zagubiona, bo nie tak wyobrażałam sobie relacja matka-córka. Szczególnie, gdy córka zostaje matką. Jednocześnie, sama nigdy w życiu nie chciałabym mieć takiej relacji z moją córką. Czytam o babciach, które odwiedzają wnuki, które gotują obiady. O takich zwykłych, miłych sytuacjach. Nam się to nie zdarza. Kontakt mamy sporadyczny, podczas rodzinnych uroczystości. Atmosfera jest niezwykle ciężka. Mama mnie ignoruje, gra swoją rolę wspaniałej babci, a między słowami wyrzuca mi, że wnuczka jej się boi, bo tak rzadko się z nią widuje. Jednocześnie nie robi żadnego kroku, by to poprawić.

Co robić? Jak uwolnić się od poczucia winy bycia złą córką i przede wszystkim nie przełożyć tego na moją relację z własnym dzieckiem? Czasem myślę, że jestem jedyna na świecie, która ma taki problem, bo wokół widzę same szczęśliwe rodziny wielopokoleniowe.