Opowieść o tym, jak przygotowywałam się na przyjście na świat drugiego dziecka.

myung-won-seo-517378-unsplash (3).jpg

Wszystko było już łatwiejsze. Nie musiałam wybierać wózka, łóżeczka, kocyków i wyprawki. Wszystko było gotowe po pierwszym dziecku. Nie musiałam chodzić do szkoły rodzenia, czytać poradników o ciąży i pielęgnacji niemowlaka, zastanawiać się nad wyborem pieluch, martwić o laktację czy wybór położnej. Wszystko to już miałam przerobione, wiedziałam co się sprawdziło, byłam pewna co chcę zmienić i na co. Na wszystko co nowe przygotowałam się wzorowo: od planu opieki nad starszym dzieckiem na czas mojego pobytu w szpitalu po emocjonalne zadbanie o starszego syna. Wiele z nim mieliśmy przegadane, poprzeżywane, poukładane. Godziny rozmów o zmianie w naszej rodzinie, tysiące rysunków, dziesiątki opowieści i książek. Młody miał czas, żeby się nacieszyć, nazłościć, pobyć zazdrosnym i przestraszonym. Daliśmy mu 100% przestrzeni na przeżycie wszystkich emocji, które się w nim pojawiały.  

Nie przygotowałam się jednak na wszystko. Nie udało mi się przewidzieć bardzo wielu rzeczy. Nie spodziewałam się, że tuż po porodzie pojawią się u obojga z nas komplikacje medyczne, bo nic na to wcześniej nie wskazywało. Nie miałam świadomości, jak bardzo będę zmęczona opiekując się dwójką dzieci o bardzo różnych potrzebach. W ferworze przygotwań zapomniałam, że drugie dziecko może okazać się całkiem inne niż pierwsze (okazało się) i jego potrzeby będą zupełnie inne niż te, które znałam z relacji ze starszym synem (były zupełnie inne), że moje ciało może znieść drugi poród gorzej niż pierwszy (zniosło gorzej), że moje drugie dziecko może mieć trudności z ssaniem piersi (choć z pierwszym poszło idealnie), że nie będę miała szansy chociaż na jedną krótką drzemkę w dzień razem z niemowlakiem, bo przecież pod moją opieką będzie cały czas starsze dziecko ( na prawdę do tej pory nie mogę się nadziwić, jak mogłam o tym nie pomyśleć!). A przede wszystkim nie przewidziałam, jak bardzo będę tęsknić. Tęsknić za minionym czasem sam na sam z moim pierwszym synem. Tęsknić za nigdy nie danym czasem tylko z młodszym dzieckiem. Zajęło mi wiele miesięcy, zanim osłabło we mnie uczucie, że ciągle jest mnie za mało dla każdego z moich synów. I czasem wciąż tęsknię, za byciem mamą jedynaka. Choć teraz nie mogę sobie ani przez chwilę wyobrazić, że któregoś z nich miałoby ze mną nie być. Ale czasem wyobrażam sobie, że mnie jest dwie i dopiero wtedy czuję, że wszystko jest tak, jak chcę.