Dzieci i Święta

dzieci i swieta

Jak dzieci zmieniły Wasz sposób przeżywania świąt? Dały im nowy wymiar, czy zabrały stary, który bardzo ceniłyście? Sprawiły, że czas przyśpieszył tak bardzo, że ledwo się orientujecie, że Święta są, czy pomagają celebrować każdą chwilę? A może niewiele lub nic nie zmieniły?

Przeczytajcie odpowiedzi kilku mam, które zgodziły się podzielić swoimi doświadczeniami. Jak się w nich odnajdujecie? Dodacie swoją opowieść?

„Kiedyś nie chciało mi się spędzać świąt z rodziną. Teraz skupiam się na budowaniu rodzinnego klimatu, bo to jest to, co chcę dać moim dzieciom. Od kiedy jestem w święta skoncentrowana na dzieciach, zaczęło być mi fajnie. Zwracam uwagę na różne rytuały i staram się je pielęgnować, szczególnie te, które były dla mnie ważne, kiedy sama byłam dzieckiem. Mam też w pamięci, to czego wtedy nie lubiłam i staram się tego nie powielać, np. zmęczenia i braku czasu z powodu przygotowań.

Dzieci zabrały mi za to coś bardzo ważnego: możliwość odpoczynku. Święta to był kiedyś dla mnie czas czytania. Wielogodzinnego czytania książek znalezionych pod choinką, czytania nocnego i porannego w łóżku. Przepadło. Albo raczej zostało zawieszone i mam nadzieję, że za kilka lat wszyscy czworo będziemy tak spędzali świąteczny czas.

Mogę jeszcze dodać, że przestałam się koncentrować na efektach (bo znacznie odbiegają od moich założeń) a przerzuciłam się na czerpanie radości z działania, np. nie zakładam że pierniczki będą ładne, tylko staram się cieszyć z tego ,że dzieci je tak pociesznie lepią.”

***

„Pierwsza i może nawet główna myśl jest taka, że przedświąteczny pęd jest jeszcze większy niż kiedyś. Zamiast spędzać popołudnia z dzieckiem, to ganiam po sklepach i paczkomatach. Póki co „święta” sprowadzają się u mnie do organizowania prezentów, kosztem czasu z dzieckiem. Czas leci jak szalony, tydzień za tygodniem mija i zaraz nagle będzie niedziela i Wigilia. Ja zawsze lubiłam ten okres przed świętami i spokojne wprowadzanie się w nastrój, a teraz niestety nie ma na to czasu.

Myślę, że jak K. będzie starsza to będzie zupełnie inaczej i znowu będzie można się stopniowo „wczuwać” w święta. Ale ten okres 0-2 czy 0-3 lata to jednak taka codzienna bieganina (dom, praca, dom), w której ciężko o chwilę wytchnienia.”

***

„Dawanie prezentów zaczyna sprawiać więcej przyjemności niż ich dostawanie.

Wracają miłe wspomnienia z dzieciństwa i ponownie można przeżywać oczekiwanie na Mikołaja i prezenty.

Czuje większą chęć gotowania, pieczenia i strojenia choinki.”

***

„Myślałam sobie o tym jak obecność A. wpływa na święta i chyba jednak nie mam wiele do napisania. W tym roku grudzień jest ciężki, bo wiele rzeczy się nałożyło na siebie i nie miałam za bardzo czasu na przygotowania ani materialne(nie mam jeszcze prezentów!) ani duchowe. A. jest jeszcze za mała żeby uczestniczyć w przygotowaniach. Co roku piekłam pierniczki, wysyłałam kartki, w tym roku nie dałam rady. Generalnie A. sprawiła, że Święta zeszły na drugi plan… Jednocześnie bardzo się cieszę, że A. jest i jestem podekscytowana, że to będą nasze pierwsze święta razem. I chciałabym sprawić, żeby ona też miała takie cudowne doświadczenia związane ze świętami, jak ja.”

***

„Na pewno bardziej odczuwa się magię świąt, oczekiwanie na Mikołaja, pierwszą gwiazdke… Przypomina się bardzo intensywnie nasze dzieciństwo i ten dreszczyk. Poza tym, choinka stoi wyżej :), ubrana była już 2 tygodnie przed świętami, a nie jak zazwyczaj w Wigilie, by dziedzic mógł szybciej i dłużej mieć ten uśmiech na twarzy. Poza tym święta z bobasem to kombinowanie co by tu mu podać na wigilię, aby tradycji stało się zadość, by on również mógł w tym uczestniczyć w pełni. Ostatecznie zamiast barszczu krem z buraka, a zamiast smażonego karpia dorsz pieczony w folii. I na koniec, olbrzymia radość ze zbliżających się prezentów. Tym razem nie tych dla mnie, a dla synusia. Nie mogę doczekać się tego uśmiechu na twarzy, wyrazu zdziwienia, zadowolenia. Zdając sobie sprawę, że największą frajdę sprawi mu opakowanie.”

***

„Moje nastawienie to więcej radości, chęci w uczestniczeniu w świętach. Radości w przygotowywaniu prezentów. W rodzinie widzę też taki trend, że się innym bardziej chce być ze sobą i z K. Na wigilię ma przyjechać moja chrzestna, z którą chyba nigdy nie spędzałam świąt. Znajoma powiedziała mi: „Zobaczy pani, dzieci przełamują relacje w rodzinie”. I tak chyba u nas jest.”

***

„Spędzamy teraz trzecie świata razem, każde są inne. Pierwsze w totalnym szoku jeszcze, niedługo po urodzeniu R. Drugie były trudne, akurat nałożyły się kryzys ze spaniem i różne inne trudności. R więcej rozumiał, ale nadal niewiele. Te święta są pierwsze, w których uczestniczy świadomie i całkiem mi - i jemu - się to podoba! I widzę zmiany. Zachwyt nad choinka nigdy wcześniej nie był u mnie tak duży (te oczarowane oczy R., gdy codziennie rano prosi, żeby włączyć światełka...). Pierniczki jeszcze nigdy nie były tak koślawe. A czas jeszcze nigdy tak bardzo nie oporował przed omieśzczeniem wszystkich zadań...”

***

Jeśli chcecie podzielić się swoimi refleksjami, napiszcie koniecznie!