"Kiedy przychodzi dziecko, musimy odejść my"

macierzynstwo2.jpg

Czym bywa macierzyństwo? Najtrudniejszym doświadczeniem, które sprawiło, że kobieta praktycznie "zniknęła"? A może  trampoliną rozwoju, która sprawiła, że matką stała się lepszą wersją siebie? Przeczytajcie koniecznie!

 

W mediach społecznościowych, na forach dla mam bardzo często na choć najmniejsze narzekanie/problemy zmęczonych świeżo upieczonych matek znajduję odpowiedź: „przecież wiedziała na co się decyduje jak chciała mieć dziecko”. Ten – dość wrogi i zimny - komentarz pada bardzo często. Otóż nie. Nie wiedziała. Ani Autorka posta, ani ja, ani żadna inna z nas, prawdopodobnie również i ta, która w ten sposób komentuje.

Odkąd pamiętam marzyłam o dziecku. Próbowałam sobie wyobrazić jak wygląda wtedy życie, obserwowałam „od kuchni” znajome mi mamy, będąc w ciąży dużo czytałam, przygotowywałam się. Słyszałam, że życie wywraca się do góry nogami, że wszystko się zmieni, że nieprzespane noce, i podobne zapowiedzi.

Można przeczytać wiele, obejrzeć dużo filmów, posłuchać mnóstwa cudzych historii, ale nie mamy pojęcia na co się decydujemy. Dlatego, że nie wiemy jeszcze o tym, że kiedy przychodzi dziecko, musimy odejść my. To tak jakby dziecko wchodziło na nasze miejsce. Jest to bardzo nagłe i niespodziewane, dlatego tak trudne.

Dotyka mnie ten „zarzut” z forów internetowych, pozostawienie takiej kobiety z poczuciem winy i zamknięcie jej w braku odpowiedzialności czy wręcz braku rozsądku. To nie tak. Kocham moje dziecko bardziej niż kogokolwiek na świecie, ale nie wiedziałam, że będzie kosztować mnie tak wiele. Że wszystkie granice mojej wytrzymałości będą przekraczane, że będą chwile, kiedy będę miała wrażenie, że nie wytrzymam, że tak mocno będę tęsknić do swojej autonomii, że będę momentami bezsilna i bezradna. Że nie będę mogła znaleźć miejsca na siebie. Że nie będę miała opcji zatrzymania się, cofnięcia, przerwy. Że nie będę miała siebie, bo mam dziecko. Nie mamy możliwości o tym wiedzieć, dopóki nie znajdziemy się w tym miejscu. Tego nie da się opowiedzieć ani wyczytać. Tego można tylko doświadczyć.

Niedługo miną dwa lata, od kiedy nie przespałam ciurkiem dłużej niż 3 godziny, od kiedy myślałam o sobie wyłącznie w kategoriach moich potrzeb, od kiedy mogłam być chora, kiedy mogło mi się nie chcieć, kiedy… dziesiątki aspektów mojego życia miało zupełnie inne oblicze.

Jest też coś jeszcze, o czym nie miałam pojęcia, decydując się na dziecko. Że będą momenty, gdzie będę nienawidzić siebie, mojego życia, że będę miała serdecznie dość, że będzie mi się chciało wrzeszczeć, ale że wystarczy kilka minut oddechu, żeby oprzytomnieć i poczuć absolutną pewność, że za nic w świecie bym tego nie oddała, nie cofnęła i nie zmieniła. Bo jest na świcie Moje Dziecko. Że to Ono właśnie sprawiło, że jestem siebie tak mocno świadoma i bogatsza o myśli, o których nie miałabym pojęcia, gdyby nie Ono. I nie miałabym pojęcia, że decydując się na dziecko przekonam się, że stać mnie na dużo więcej niż mi się wydaje i jestem Kimś, o kim nie miałam pojęcia, że istnieje, oraz że można kochać kogoś dużo bardziej niż siebie samego, doświadczać i dokonywać Wielkich Rzeczy w najprostszych codziennych sprawach.

Dorota