Macierzyństwo zaczyna się od strat?

macierzynstwo i strata

Macierzyństwo niesie ze sobą straty. Tracimy swoją wolność, niezależność, odpowiadanie tylko za siebie. Tracimy wyłączność dysponowania swoim ciałem, snem, jedzeniem. Tracimy, choćby czasowo, swoje życie zawodowa oraz swoją dawną tożsamość: nie-matki. Mamy święte prawo czuć się z tym źle: smutne, złe, rozczarowane, pełne tęsknoty czy żalu. Także wtedy, gdy od macierzyństwa i swoich dzieci również WIELE dostajemy. To zaskakujące zobaczyć, że te straty zaczynają się już od samego początku. Pisze o tym jedna z bardzo świadomych mam, którą refleksje na ten temat dopadły na początku ciąży.

[Gdy ciąża została już ostatecznie potwierdzona] Chciałam się odpowiednio odżywiać, by dostarczać składników niezbędnych do formowania się we mnie nowego organizmu. Podeszłam do tego skrupulatnie – rozpisując, jakie witaminy znajdę w jakich produktach, wykluczając te, których i tak nie jadałam. Zmieniło się moje nastawienie do wydawania pieniędzy na żywność – jadłam wysokowartościowe produkty, nawet jeśli były drogie.

Po kilku – kilkunastu dniach zaczęłam jednak mieć taką słabość i mdłości, że cała rozpiska poszła w odstawkę i marzyłam tylko o tym, żeby zjeść cokolwiek, bo głód najmocniej wzmagał nudności. Czasem czułam się tak fatalnie, że nie mogłam wstać i myślałam, że już lepiej, żebym poroniła, bo dłużej nie zniosę tego stanu. Czułam się wrakiem człowieka, który jest w stanie wykonywać 1/3 aktywności, które do tej pory były codziennością. Gdy jechałam autobusem od razu dopadałam siedzenia, bo inaczej robiło mi się słabo. Po raz pierwszy miałam gdzieś, co inni pomyślą o moim nie-wychowaniu.

Uważałam, że to wszystko zostało źle pomyślane przez matkę naturę – przecież dla podtrzymania gatunku ciąża powinna być przyjemna niemal jak seks, by samice chciały ponownie w nią zachodzić. Zrozpaczona pytałam koleżanki-mamy, czy macierzyństwo jest naprawdę warte takich męczarni. Twierdziły, że tak, a dodam, że nie były to bezkrytyczne Matki-Polki. Jednocześnie pamiętam, jak kilka z nich, widząc, że na spotkaniu towarzyskim „trzymam fason” wzięło mnie na stronę i zaczęło dopytywać o smutek czy złość.

Uświadomiłam sobie, ile tracę i ile już straciłam jako kobieta, która staje się matką. Traciłam siły, wigor, napęd, możliwości rozrywkowego spędzania czasu, jedzenia niektórych potraw, gorących kąpieli, trzeźwego umysłu, spokoju ducha, niezależności i osobności. Perspektywa utraty jeszcze większej „ilościsiebie” mnie przerażała.