Gdy po burzach nadchodzi słońce

macierzynstwo po burzach.jpg

W byciu mamą emocjonalna pogoda wciąż się zmienia. Jeśli u Was aktualnie czas burz, być może otuchy doda Wam wypowiedź jednej z mam, która pisze o tym, jak czuje się po półtorarocznej nauce bycia mamą.

Mój syn ma już półtora roku. Półtora roku mojej nauki bycia matką nie poszło w las. Początki (dłuuugie początki) łatwe nie były. Targały mną wątpliwości, wylałam hektolitry łez, przeszłam przez morze frustracji, nie przespałam większości nocy, tysiąc razy czułam się złą matką, która nie radzi sobie i nie wiadomo, czy w ogóle sobie poradzi. Co chwilę inne uczucia, a każde z nich trudne, intensywne, bolesne – łudziło, że już nie minie.

A jednak stało się inaczej. To był bolesny proces. Zmienny i nieprzewidywalny. Nie umiałabym teraz powiedzieć, jak przebiegał, co było po kolei. Wiem, że wiele razy czułam, że tonę. I wiele razy szukałam kół ratunkowych – wsparcia i pomocy tam, gdzie one akurat były.

I muszę przyznać, że teraz jestem już całkiem ogarniętą mamą. Uwielbiam swojego synka. Jest śliczny, słodki, uroczy, kochany, cudownie się śmieje. Wróciłam do życia zawodowego - już mogę powiedzieć,  że na dobre. W pewnych aspektach jestem zawodowo w lepszym miejscu niż byłam przed ciąża, w innych nie. Mam mnóstwo energii, entuzjazmu, chęci do działania.
W moim życiu aktualnie jest balans i harmonia: praca / rodzina / związek / rozwój.
Marzenie?
Chwilowo realność.
Chwilowo, bo nie przyzwyczajam się do tego stanu i tej myśli. Wiem, że dołki też jeszcze przyjdą.

Zaczynam nieśmiało myśleć o drugim dziecku. Obserwuję koleżanki, które są teraz w kolejnych ciążach. Trochę zazdroszczę, ale jednocześnie czuję, że to jeszcze nie czas.
Gdyby nie praca i to, jak dla mnie jest ważna, być może byłabym już gotowa. Trochę, żeby "mieć już z głowy”, trochę dlatego, że tęsknię za tą symbiozą totalną, która trwała kilka miesięcy po porodzie.

Im bardziej K. się oddziela ode mnie i jest dużym niezależnym facetem (półtorarocznym!), tym bardziej moja gotowość na Nowego, Małego Człowieka rosła i rośnie. A jednocześnie już dobrze wiem, z jakimi stratami, zawirowaniami się to wiążę. Wtedy pragnę odsunąć ten moment i nacieszyć się tym, że teraz jest po prostu dobrze.